na pchlim targu można znaleźć wszystko - tak jak u mnie. Będzie więc o dzieciach, książkach, patchworkach, wieńcach adwentowych i szydełkowych firankach i serwetkach

Coś tam dłubię

środa, 04 lutego 2009

 Wystarczy, że trochę słonko przygrzeje, śnieg na trawniku zacznie topnieć, ptaszek na parapecie usiądzie i zaćwierka, a ja już wiosnę czuję. Najchętniej zdjęłabym firanki (ale nie zdejmę, bo sama z Najmłodszą jestem, a ona za mną na drabinę wchodzi i boję się, żeby nie spadła), uprałabym je (ale tyle ich, że nie chce mi się takiej ilości firan akurat teraz prasować), okna bym umyła (ale przy takiej pogodzie skóra na dłoniach mi pierzchnie i pęka do krwi), otwarłabym te okna na oścież i wpuściła tyle świeżego, wiosennego powietrza, że zatykałoby podczas oddychania (ale Najmłodsza zapaleniem gardła rozłożona i mogłoby ją zawiać) - więc zamiast tego robię wiosenną czapeczkę dla Najmłodszej. A właściwie już zrobiłam - z resztek starych włóczek, z którymi nie było wiadomo, co zrobić, a tu proszsz... - nadały się pięknie. No i pięknie pasuje nowa czapeczka do wiosennej kurtki Najmłodszej. Za kilka tygodni będzie jak znalazł, kiedy ta ciepła, zimowa czapka będzie "za ciepła"... Mam nadzieję, że szybko te tygodnie zlecą.

A z tym wszystkim, co najchętniej bym zrobiła, gdy słonko na chwilę zza chmury wyjrzy - poczekam jednak na prawdziwą wiosnę i więcej ciepłych chwil, niż tych parę słonecznych godzin w calutkim tygodniu:-)))

 

poniedziałek, 26 stycznia 2009

... do posiedzenia przed komputerem, albo podczas czytania jakiejś lekturki - tym razem nie książka, ale skarpety. Nawet nie wiedziałam, że umiem zrobić. Zawsze jakieś tam sweterki dziergałam, czapki, szaliki - a tu proszsz... Cała trudność polega na umiejętnym posługiwaniu się pięcioma drutami - nie ma to tamto - trzeba umieć robić "na okrągło". Skarpety wyszły super, a zrobiłam je na prośbę mojej Starszomłodszej, która od pewnego czasu skarżyła się, że jak wieczorkiem "na" komputerze siedzi, to jej kopytka  niemiłosiernie marzną. Ulitowałam się więc nad dziecięciem moim własnym - i w dwa wieczorki "usztrykowałam".

 

   

 

 

czwartek, 06 listopada 2008

Pojutrze imieniny mojego K. Wprawdzie nie będzie w tym dniu z nami, ale przyjedzie ok. 20 listopada i do tego czasu album będzie gotowy (bo jak na razie jest jeszcze bardzo nie-gotowy). Przede wszystkim muszę dorobić nowe, aktualne zdjęcia i jak będzie znów wyjeżdżał, to album pojedzie z nim i będzie miał nas zawsze pod ręką, gdy zapragnie nas zobaczyć. Robię go ze starej książeczki Najmłodszej.

Świetna zabawa z tym wycinaniem, rysowaniem itd. Na blogu u Gulki podpatrzyłam cudowne ptaszyska, które mnie tak zachwyciły, że je popapugowałam. Nie są tak oryginalne jak u niej, ale podobają mi się. W ogóle świetne jest to rysowanie na papierze gazetowym. Robię na próbę (no i na prezent dla K.), bo naoglądałam się u innych dziewczyn i zakochałam się.

Dużo czasu mi to zajęło, nawet bardzo dużo. Najwięcej czasu spędziłam na ... szukaniu koronek, które kupiłam kilka dni temu. Nie mogłam ich nigdzie znaleźć i kiedy w końcu okazało się, że nie ma ich nawet w lodówce - siadłam zrezygnowana. No, ale koniec końców znalazły się - po prostu zostały w samochodzie.  

Pomysł bardzo się spodobał Starszomłodszej, która dzielnie mi towarzyszyła i też zrobiła album - kilka zdjęć poniżej z jej scrapowania.

Efekt naszej pracy w zupełności nas zadowala - o sobie mogę nawet powiedzieć, że jestem bardzo KONTENTA:-)))

wtorek, 04 listopada 2008

Zaczęłam w niedzielę, a kiedy skończę - Bóg jeden raczy wiedzieć... Nazwałam ten szal "szaliskiem" bo będzie wielkich rozmiarów, tak jak mój ten gotowy w tle dla porównania - 175 cm x ok 80 cm

A na zdjęciu poniżej moje szalisko (robione 3 zimy, skończone poprzedniej, ale dłubane na drutach nr 3, dlatego tak długo)... Mam nadzieję, że szalisko Najstarszej wydłubię niebawem, bo zamiast "trójek" sztrykuję na "piatkach", a i ten brązowy płaszczyk, jaki jej kupiłam, to zimowy jest raczej tylko z nazwy:-))) Szaliskiem będzie mogła się porządnie opatulić, więc muszę się pospieszyć, bo mi dziecko będzie marzło

No i tak trochę na próbę wyciągnęłam dzisiaj maszynę do szycia. Byłam ciekawa, ile uda mi się zrobić po południu, gdy Najmłodsza jest na tzw. "chodzie". Okazało się, że niewiele... Raptem dwie kuchenne łapki - na zamówienie mojej przyjaciółki, ale zdjęcie tylko jednej, bo druga nie bardzo wyszła. Będę musiała uszyć nową, ale to już jakimś wieczorkiem, bo naprawdę źle się szyje na maszynie z Najmłodszą na kolanach albo na plecach:-))) Poza tym nie miał kto się nią zająć, bo Najstarsza odrabiała lekcje, a Starszomłodsza, jak zobaczyła, że szyję, to też zapragnęła coś uszyć (od niedzieli robi szal - można by to określić jako coś w rodzaju "owczego pędu). Przypuszczam, że gdybym całe dnie spędzała leżąc na sofie, ona leżałaby ze mną.

 

Na zdjęciu jakaś taka krzywa trochę, ale w rzeczywistości jest ładna prosta.Wklejam drugie zdjęcie na dowód prostych boków łapki:-)))

Zakładki:
Obecnie czytam... coś o wiele lepszego niż moja wyzwaniowa "Trędowata"...
Niedoczytane, odłożone "na zaś kiedyś może..."
Książki przeczytane w 2008
Książki przeczytane w 2009
Ich lese bei...
Kontakt
Podczytuję...
Podpatruję...
Te blogi też lubię...
Tu łykam ślinkę...
Dekoratorskie...
Szablon mojego bloga
Tłumacząc zaglądam do...
Ulubione księgarnie
Ulubione sklepy
Wydawnictwa
Wyzwanie czytelnicze
Zaglądam do...
darmowe liczniki