na pchlim targu można znaleźć wszystko - tak jak u mnie. Będzie więc o dzieciach, książkach, patchworkach, wieńcach adwentowych i szydełkowych firankach i serwetkach

Codziennik

sobota, 14 lutego 2009

Od aerien dostałam wyróznienie - cieszę się niezmiernie i jest mi bardzo miło, bo odkąd pamiętam, nigdy nie udało mi się niczego wygrać ani otrzymać o, tak sobie (nie licząc 2. miejsca w konkursie na piosenkę kolonijną Kaczory '79 trzydzieści lat temu - przy czym wspomniane Kaczory to miejscowość, w której byłam na kolonii, a nie hasło przewodnie powiązane z pewnym ugrupowaniem politycznym:-).

Teraz ja muszę wyróżnić 7 blogów i jak znam życie to nie będę mogła zdecydować się.

1. brulion be.el - za wielogodzinne i kreatywne o książkach gadanie i książek pożyczanie.

2. Półeczka z książkami - za ciekawe podpowiedzi, co dzieciom czytać, a co lepiej omijać szerokim łukiem

3. Słowem malowane - za wspaniały klimat - i to, co pisane, i to, co malowane, bardzo mi się podoba.

4. Przeczytałam książkę - za propozycje ciekawych książek i ciekawe o nich pisanie

5. Kobieta i szycie - za wspaniałe zakładki do książek. Cudne!!!

6. Dziergadełka - nitki i szydełka - za wytrwałość i determinację w "stawianiu" krzyżyków - podziwiam, bo sama umiem, ale za grosz cierpliwości i czasu na to nie mam

7. Robótkowe poddasze - za przecudne wyszywane metryczki

Zasady przyznawania wyróżnienia:
- na swoim blogu umieszczamy logo Kreativ Blogger, oraz informujemy, kto przyznał wyróżnienie
- nominujemy 7 blogów lub więcej do nagrody i podajemy link każdego z tych blogów
- informujemy wyróżnionego o nominacji w komentarzach na jego blogu.

wtorek, 03 lutego 2009

I znów kolejna wizyta w księgarni, tym razem zakończona zamówieniem dla moich dziewczynek. Nie mogłam się oprzeć. Teraz z niecierpliwością czekam na listonosza i zamówioną paczkę z książkami.

Dla Starszomłodszej kolejna książka o Mary Poppins - Mary Poppins otwiera drzwi. Wspaniała pozycja z klasyki dziecęcej literatury

 

Sztandarowa pozycja klasyki dziecięcej swą premierę miaław 1934 roku i stał się podstawą dla jednego z najsławniejszych musicali. Ponadczasowa opowieść o sile wyobraźni, którą trzeba wciąż dokarmiać, by nie zginęła przytłoczona dorosłością. Jak wygląda wymarzona niania? Dla Michasia, Janeczki i Bliźniąt nie ma to wielkiego znaczenia. O wiele istotniejsze jest to, by miała w sobie to coś, coś, co zamienia każdy szary dzień w wizytę w wesołym miasteczku. W pewne wietrzne popołudnie do domu państwa Banks przybywa niezwykły gość. Przez okno jadalni dzieci widzą postać w wielkim kapeluszu, z dywanikową torbą i parasolem o rączce w kształcie papuziej głowy - to Mary Poppins, nowa guwernantka. Nie jest specjalnie miła, wręcz przeciwnie. Jest oschła, niesympatyczna, apodyktyczna i nie znosi sprzeciwu, a na domiar złego jej próżność jest wprost niewyobrażalna. Ale tylko ona potrafi jednym gestem otworzyć drzwi do krainy wyobraźni, zamienić rzeczywistość w wielobarwne przedstawienie oraz zapewnić poczucie bezpieczeństwa swoim podopiecznym. W torbie Mary Poppins mieści się niemalże cały świat, a ona sama potrafi zgrabnie wjeżdżać po poręczy i ma przy sobie tajemniczy syrop, który za każdym razem ma inny, zawsze jednak wspaniały, smak. Dzięki niej Michaś, Janeczka i Bliźnięta przeżyją mnóstwo fantastycznych przygód, z których podwieczorek pod sufitem wcale nie jest najbardziej zaskakujący!
Autor: P.L. Travers
Tytuł oryginału: Mary Poppins Opens the Door
Wydawnictwo: Jaguar , Luty 2009
ISBN: 978-83-60010-81-5
Liczba stron: 320
Wymiary: 135 x 200 mm
Tłumaczenie: Irena Tuwim
Ilustracje: Mary Shepard

Dla Najstarszej kolejna część "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz - Kalamburka.

Powieść dla młodzieży, autorstwa jednej z najpopularniejszych powieściopisarek młodzieżowych.

Akcja tej niezwykłej książki przebiega zupełnie inaczej niż w pozostałych tomach "Jeżycjady": miast rozwijać się, wraca z rozdziału na rozdział do najwcześniejszych lat życia Mili Borejko. Ta zaniedbana dotąd postać, zawsze drugo, trzecioplanowa bohaterka pozostałych tomów, w "Kalamburce" nareszcie doczekała się należytej uwagi.

Śledzimy w niej Milę, panią domu Borejków, babcię, matkę czterech wspaniałych córek, poznajemy ją jako młodą dziewczynę, podglądamy świeżutką miłość do Ignacego, studenckie zainteresowania teatrem i szczególną więź z twardą, silną, lecz przecież pełną miłości Gizelą - a wszystko to na tle ważnych wydarzeń z naszej historii.

Główna nagroda w konkursie na Dziecięcy Bestseller Roku 2001 - Nagroda Dużego Donga, Nagroda Biblioteki Raczyńskich na najlepszą książke o Poznaniu - 2002 r.

Wydawca: Akapit-Press
Ilość stron: 286
ISBN: 83-87463-94-9
EAN: 9788387463946
Indeks: 68609184

Dla Najmłodszej - Idealny prezent

Urocza książeczka jamajskiego artysty Rohana Henry'ego opowiadająca krótką historię o zajączku poszukującym idealnego prezentu dla swojej przyjaciółki. Poszukiwania te kończą się niezwykle optymistycznym odkryciem: to kontakty z bliską osobą są dla nas zawsze najlepszym prezentem. Idealny podarunek dla dużych i małych, także na Walentynki.

Autor: Rohan Henry
Wydawnictwo: Egmont Polska , Luty 2009
ISBN: 978-83-237-3595-3

No i coś dla mnie, ale jeszcze jej nie kupiłam.Jako że ostatnio zasmakowałam w powieściach historycznych, znalazłam książkę, która ukaże się dopiero w maju br, Marcowe Fiołki - ale wydaje  mi się, że będzie bardzo ciekawa. Tutaj zanosi się na dobrą powieść sensacyjną. Zobaczymy :-)

W trzy lata po dojściu Hitlera do władzy, Niemcy przeżywają okres prosperity.  Były oficer policji kryminalnej, a obecnie prywatny detektyw Bernhard Gunther też nie narzeka na brak zleceń – zwłaszcza od rodzin osób które zaginęły bez wieści. Pewnego letniego dnia, w szykującym się do Igrzysk Olimpijskich Berlinie, Gunther otrzyma zadanie które uwikła go w rozgrywki na samym szczycie nazistowskiej dyktatury.

„Marcowe Fiołki” to powieść otwierająca serię czarnych kryminałów o Bernim Guntherze, ukazujących czytelnikowi niezwykły obraz III Rzeszy u narodzin jej potęgi i po jej upadku. Kolejne tytuły cyklu to „Blady Złoczyńca”, „Niemieckie Requiem”, „Jeden z Wielu” oraz „Cichy Płomień”.

 Wydawnictwo: Red Hours

data premiery: maj 2009
ISBN: 978-83-60504-68-0
wymiary: 125 x 195
oprawa: miękka

I na koniec najważniejszy zakup - Zupa z granatów. Z kim nie rozmawiam, wszyscy chwalą i pytają, czy czytałam. Uznałam więc zakupienie tej książki za swój święty czytelniczy matki polki i kobiety pracującej chałupniczo obowiązek. Zresztą niedawno znalazłam jej drugą część. Jeśli "Zupa..." rzeczywiście będzie taka dobra, to skuszę się na zaspokojenie powstałego po niej głodu czytelniczego "Wodą różaną i chlebem na sodzie" :-)

Ballinacroagh, małe miasteczko we wschodniej Irlandii. Trzy piękne siostry Aminpour, uciekinierki z ogarniętego islamską rewolucją Iranu, otwierają egzotyczną Babylon Café. Zaczynają kusić mieszkańców miasteczka tradycyjnymi perskimi potrawami i rozmaitymi smakołykami, które roztaczają wspaniałe aromaty kardamonu, cynamonu, szafranu i podawanej do posiłku, parzonej w starym samowarze jaśminowej herbaty. Początkowo mieszkańcy nie akceptują sióstr Aminpour, ich obcość budzi powszechną nieufność, a egzotyczne zapachy i smaki kojarzą się z diabelską pokusą. Wkrótce jednak miasteczko przyjmie siostry, a one zaszczepią w nim upodobanie do perskiej kultury i kuchni. Marsha Mehran stworzyła baśniową opowieść utrzymaną w konwencji realizmu magicznego i wypełniła ją pobudzającymi apetyt zapachami, tajemniczymi przyprawami, nieznanymi smakami oraz prawdziwymi przepisami kulinarnymi. Książka zabiera czytelnika w podróż do serca perskiej kultury oraz irlandzkiej codzienności.

Wydawca: Wydawnictwo Wab
Ilość stron: 296
Numer Wydania: I
ISBN: 83-7414-179-4
EAN: 9788374141796
Indeks: 69372209
Tłumaczenie: Jolanta Kozak

wtorek, 13 stycznia 2009

Nie było ich w planie, bo przyzwyczaiłam się do mojego poprzedniego szablonu. Poza tym kocham kolor zielony, no ale skoro BLOX sfiksował, nie było innego wyjścia. Wczoraj wieczorem zniknęło wszystko, oprócz moich wpisów i bałam się cokolwiek zrobić. Dziś rano zastałam to samo - więc zmieniłam szablon. Biały kolor też lubię i nawet mi się po tej zmianie podoba. A kto nie sprawdzał swojej skrzynki pocztowej, to radzę zajrzeć. Nie tylko blox sfiksował, ale chyba cały ich serwer coś trafiło, bo w poczcie mam odebranych ponad 150 wiadomości i żadna NIE JEST DO MNIE. Rozumiem, że możliwość bezpłatnego korzystania z konta pocztowego okupiona jest obowiązkiem otrzymywania niechcianych wiadomości od gazety.pl, ale to, co miało miejsce wczoraj, to już gruba przesada. Na szczęście niczego wczoraj z tego adresu nie wysyłałam, jak widzę maile, które dostałam - jestem pewna, że poszłoby do kogoś innego, albo nie daj Boże do wszystkich?

 Teraz biegnę skończyć pisanie o mojej ostatnio przeczytanej książce, bo wczoraj już nie dałam rady :-)

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Cudnie biało dookoła - niewiadomo jak długo jeszcze, więc każdy spacer wykorzystujemy na robienie zimowych zdjęć. Wczorajsza mgła zamarzła dziś na gałązkach drzew i krzewów i park przed moim domem cały spowity w białą szatę. Niecodziennie tak pięknie wygląda... 

A tych kilka dużych drzew widocznych za płotem za kilka miesięcy znów ubierze się w biel, dając sygnał do rozpoczęcia corocznych matur - to kasztanowce

piątek, 02 stycznia 2009

No cóż, zima nas nie rozpieszcza - albo jak to określiła Starszomłodsza - nie naprzykrza nam się z tym swoim mrozem, zimnym wiatrem i ŚNIEGIEM. Dzisiejszy przedpołudniowy wspaniały spacer - żeby pokazać Najmłodszej śnieg - trwał prawie godzinę. Córcia była bardzo zachwycona nowym zjawiskiem - nie wiadomo, jak długo zostanie i kiedy pojawi się następny. Spadło go trochę wczoraj i dzięki leciutkiemu mrozikowi utrzymuje się i sprawia, że wszystko wokół wygląda inaczej - przykrył, co brzydkie, a reszcie dodał niesamowitego uroku.

Dla Najmłodszej to taki pierwszy "świadomy" śnieg - po raz pierwszy go dotknęła, patrzyła jak topnieje w jej malutkiej rączce, jaki jest zimny i mokry - wszystko to ją ogromnie zadziwiło. A ja miałam niesamowitą frajdę, że mogę to wreszcie obserwować.

A już myślałam, że ten pierwszy kontakt ze śniegiem nastąpi dopiero w lutym, gdy na ferie zimowe pojedziemy do naszych przyjaciół do Podszkla - tam zawsze jest śnieg. A w święta górale nas zapewnili, że "nakurzyło śniega" u nich z pół metra. Mój K. się śmieje, że niedługo w góry będziemy jeździć, jak do skansenu - pokazać dzieciom, jak wygląda biały i puszysty, zimny puch:-))) "-Popatrzcie dzieci, jak my byliśmy dziećmi, to było tego mnóstwo co zimę - lepiliśmy śnieżki i bałwanki. Wiecie, co to takiego bałwanek?"

Śniegu niewiele, ledwo co trawnik posypany, ale jak na pierwsze zaznajomienie wystarczyło. Nawet mała wywrotka na śniegu została zaliczona

A tu kilka zdjęć naszych ogników, ostrokrzewów i innych. Przepięknie się prezentują:-)))

wtorek, 30 grudnia 2008

Oj, zaniedbałam ostatnio moje zapiski i opuściłam się w pisaniu. Winą obarczam przygotowania do świąt, w sumie cztery "dni ciasteczkowe" (bo ciastka i pierniki znikały z taką prędkością, że trzeba było je "dopiekać"), pieczenie makowców i cały ten kram z Bożym Narodzeniem związany - który notabene tak bardzo uwielbiam, że naprawdę nie miałam czasu na blogowanie. Mam ogromną nadzieję, że zmieni się to w przyszłym roku, bo nadejście Nowego Roku to czas postanowień - i właśnie jednym z moich jest wygospodarowanie więcej czasu. Na zabawy z dziećmi, na czytanie, na szydełkowanie i na wiele, wiele innych wspaniałych rzeczy, które lubię robić. I tak po namyśle dochodzę do wniosku, że to nie jest moje noworoczne postanowienie, to jest moje... pobożne życzenie:-)))

A w Nowym Roku życzę moim kochanym krewnym, przyjaciołom, znajomym i wszystkim odwiedzającym mnie na moim blogu

"oby się wszystkie trudne sprawy porozkręcały jak supełki,

własne ambicje i urazy zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

By Anioł podarł każdy dramat, aż do rozdziału ostatniego,

kładąc na serca pogmatwane jak na osiołka - kompres śniegu" (ks. Twardowski)

Kochani - do siego roku! Życzę wszystkim, żeby ten 2009 był dla Was i dla mnie lepszy (albo inaczej rzecz ujmując - żeby nie był gorszy). Mijającego 2008-go nie zaliczę, niestety, do udanych. Naprawdę bywało lepiej. O niebo lepiej:-) Żegnając stary rok, pozdrawiam serdecznie i noworocznie:-)))

Katja

wtorek, 09 grudnia 2008

Nie miałam czasu wcześniej, więc dopiero dziś wpis o moim tegorocznym prezencie mikołajkowym. Najlepszym i jedynym. Dostałam go od be.el - to moja bodaj pierwsza książka, taka naprawdę własna, z mojego dzieciństwa. Nawet nie przypuszczałam, że jeszcze istnieje. Myślałam, że zaginęła gdzieś w ferworze przeprowadzek jej i moich. Jest już mocno sfatygowana, kartki pożółkły, środek tylko w jednym miejscu trzyma się okładki...

Wzruszyła mnie do głębi i nastroiła bardzo sentymentalnie. Moja pierwsza książeczka

wtorek, 02 grudnia 2008
I znów zabawa  w odpowiadanie na pytania. Ale odpowiadają wszyscy, więc i mnie nie wypada wyłamać się, nawet chętnie się pobawię.  Do odpowiedzi wyrwała mnie Prowincjonalna nauczycielka 
1. Czy to pierwszy blog?
Tak, to mój pierwszy sieciowy dziennik. Ale tych zapisywanych ręcznie na papierze (bardzo popularnych w poprzednim stuleciu) było bardzo wiele. Odkąd pamiętam, ciągle "coś tam, coś tam" zapisywałam.

2. Jak długo go prowadzisz?

Zaczęłam kilka tygodni temu. Pierwszy wpis w moim blogu pochodzi z 24. września br.

3. Dlaczego zaczęłaś?
Bo - jak już wspomniałam - zawsze pisałam jakiś pamiętnik. Na początku pisałam, w tym pierwszym, co było na obiad albo jaką ocenę dostałam w szkole itp. W liceum zaczęłam do każdego wpisu dodawać jakiś wiersz albo cytaty, fragmenty z książek, które przeczytałam. Prowadzenie moich zapisków nie było regularne, ale z przerwami mniejszymi lub większymi trwa już bez mała ćwierć wieku. Internet ma jednak ogromne zalety, których nie będę tu wymieniać, bo każdy je zna. Podoba mi się pisanie bloga.

4. Co ci blog daje i czym dla ciebie jest?

Mój "Pchli targ" jest dla mnie chwilą wytchnienia po ciężkim dniu, odskocznią, możliwością wygadania się (bo na codzień nie mam pod ręką przyjaznego ucha, gotowego na wszystko, czyli na wysłuchiwanie moich radości i smutków - mój K. prawie tysiąc kilometrów stąd, jedna sis w kraju Andersena, druga sis, brat i mama w kraju Shakeaspera, a z kolei z sis, która mieszka dosłownie o "rzut beretem" ode mnie - albo zapracowana, albo dzieciaczki chore. A moje przyjaciólki? Dolores daleko, na Mazurach, a Ada awansowała). Wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak pisać dziennik - o wszystkim i o niczym, o tym co robię, co czytam, co mnie pasjonuje. I to by było na tyle.

Za zaproszenie bardzo dziękuję, a do zabawy zapraszam Be.el , Jolcię i Karolinę
niedziela, 30 listopada 2008

Na kilku już blogach znalazłam zapiski pt. Alfabet filmowy - więc na potrzeby mojej własnej zabawy i na zasadach trochę przeze mnie pozmienianych - bo w oryginalnym łańcuszku trzeba podać 1 tylko tytuł- stworzyłam swoją listę. Jak zwykle przy okazji jakiegokolwiek wyboru, tak i tym razem nie mogłam się zdecydować  - na jeden tylko tytuł przy każdej literce. Te filmy, które wymieniłam poniżej, kocham, lubię i ... namiętnie oglądam przy każdej nadarzającej się sposobności - podobają mi się, wzruszają mnie, bawią i śmieszą.

Lista nie jest kompletna, założę się, że zapomniałam o jakimś moim kolejnym ukochanym filmie - przed zestawieniem tytułów tej listy nawet nie zdawałam sobie sprawy, że lubię aż tak wiele filmów. Zawsze mi się wydawało, że jest ich tylko kilka, a tu proszszsz.... lista calkiem, całkiem obszerna :-)))

A - Angielski pacjent, Amelia, American Beauty, Amadeusz

B - Bond. James Bond,

C - Czekolada, Człowiek bez twarzy, CK DEZERTERZY,

D - Dom dusz, Dekalog Kieślowskiego, Dziewczyna z perłą,

E - E = mc2, Erin Brokovich,

F - Fortepian, Frida, Femme Fatale,

G - Gliniarz z Beverly Hills,

H - Harry Potter,

I - Imię róży, Ice Age,

J - ...

K - Kill Bill 1 i 2, Kolos, Kargule i Pawlaki, Kolor purpury, Klient,

L - Leon Zawodowiec,

Ł - ...

M - Masz wiadomość, Miasto aniołów, Milczenie owiec, Matrix 1, Mission Imposible,

N - Nikifor, Nigdy w życiu, Nie lubię poniedziałku,

O - ...

P - Przełamując fale, Plac Zbawiciela, Pippi Langstrumpf, Poszukiwany Poszukiwana,Podwójne życie Weroniki,

R -...

S - Skazani na Shawshank, Seksmisja, Shrek 1, Skazany na bluesa,

T - Trzy kolory (Biały, Czerwony, Niebieski),

U - ...

V - Vabank I i II, Vatel, Vinci,

W - Wróg u bram, Wojna domowa, Waleczne serce,

Z - Zakochany kundel,

Ź - ...

Ż - Życie jest piękne,

wtorek, 18 listopada 2008

Ostatnich kilka dni upłynęło nam pod znakiem Rotawirusa, który po raz drugi już w tym roku dopadł naszą Najmłodszą, półtoraroczną córeńkę. Straszna rzecz, naprawdę nikomu nie życzę. Bardzo wysoka gorączka,  cuchnąca biegunka, zero apetytu i jeszcze mniej ochoty na picie - po prostu widmo odwodnienia i pobytu w szpitalu, kroplówek, wenflonów itp. Na szczęście tym razem obyło się bez wymiotów i chyba to nas uratowało. Maleńka straciła 2 kg wagi, ale już wraca do zdrowia, co widać na kilku zdjęciach poniżej.

Dziś rano, gdy zajęta byłam porannymi porządkami, sama się ubrała do wyjścia pa-pa. Niestety, ze spacerkiem jeszcze trochę musimy poczekać...

a następnie, gdy już ją przekonałam, że jednak nie wychodzimy i trzeba zdjąć kurtkę, usłyszałam, że "jedzie" dokądś krzesłem. Do tej pory "podjazdy" krzesłem robiła najczęściej do zlewozmywaka, regałów, wchodziła na stół i blaty w kuchni. Dzisiaj, gdy usłyszała, że telewizji nje budjet, wpadła na całkiem nowy pomysł (gdy była chora, to - wiem, wiem, mój błąd - trochę za dużo naoglądała się telewizji),  nietrudno było więc domyślić się, dokąd zmierza... nawet kasetę wideo sobie na tym krześle uszykowała do włożenia do wideo...

No, trzeba jeszcze otworzyć drugie skrzydło szafy...

... wejść na krzesło i włączyć satelitę...

... włączyć telewizor i popatrzeć, czy coś się pokaże na ekranie...

... i ta-dam, ta-dam - proszę państwa - sprzęt w naszej grającej szafie został uruchomiony! Jeszcze tylko pilotem trzeba wybrać odpowiedni program, czyli CBeebies - ale tego jeszcze nie potrafi - pytanie tylko, jak długo, bo znając jej tempo przyswajania sobie różnych informacji, to kwestia naprawdę bardzo krótkiego czasu.

Musiałam to wszystko uwiecznić na zdjęciach.

Tylko, że teraz już nie wystarczy powiedzieć, że idziemy bawić się do jej pokoiku - sama sobie wszystko włączy, gdy ja nie będę chciała tego zrobić. Matko z córką, co to będzie....

czwartek, 30 października 2008

Zdjęcie skopiowałam stąd

William Wharton (jego prawdzie nazwisko brzmiało Albert Du Aime), to pisarz, którego odkryłam dosyć późno, pod koniec lat 90-tych. Wszyscy dookoła już znali po kilka jego książek, podczas gdy ja dopiero zaczynałam poznawanie go od "Spoźnionych kochanków". Potem był "Tato" (ta książka wywarła na mnie największe wrażenie), "Ptasiek", "W księżycową jasną noc", "Opowieści z Moulin Du Bruit" i "Dom na Sekwanie". Tymi dwoma ostatnimi zaczytywałam się akurat w trakcie budowy naszego domu i były one dla mnie w owym czasie swoistymi dziennikami budowy. Ja też zwoziłam na naszą działkę starym, wysłużonym wówczas fordem wszelkiego rodzaju rury, torby z cementem i najrózniejszego kalibru gwoździe

Mój ulubiony pisarz nie żyje, zmarł w wieku 82 lat po długiej chorobie.

środa, 22 października 2008

Obiadek podgotowany, Najmłodsza właśnie zasnęła swoim codziennym południowym snem, kawka zaparzona - zaczynam odpowiadać na pytania zabawy.

Jak już napiszę i będę miała chwilkę, poczytam co tam napisała be.el i inni. A póki co - jedziemy z tym koksem:

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Dnia???? Ja czas na czytanie mam tylko bardzo późnym wieczorem albo w nocy (często budzę się i żeby nie leżeć bez sensu - czytam. A sen i tak nie przychodzi... W dzień też, oczywiście, czytam - najczęściej Najmłodszej, na swoje czytanie w ciągu dnia niestety nie mam nawet minutki. Szkoooodaaa....

2. Gdzie czytasz? Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Obecnie tylko i wyłącznie w domu, najczęściej w łóżku, na plecach. Czasami na boku, ale niezbyt lubię, bo szybko "cierpnę". Ale czytanie w łóżku ma na mnie czasami usypiający wpływ, więc jak mi zależy na czytaniu, a nie na spaniu, to parzę dobrą herbatę, siadam na sofie, opatulam się osobiście uszytym patchworkiem - i czytam, czasami nawet do rana :-))) Czesto słucham też książęk z kaset albo płyt - mam wtedy wolne ręce i mogę np. wyszywać albo szydełkować.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Powieść historyczną i współczesną, książki podróżnicze, przewodniki i wydania albumowe (czasem jest w nich trochę do poczytania), biografie i wspomnienia.

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/-eś?

"Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna, już jakiś czas temu, ale nie miałam okazji jeszcze do niej zajrzeć, bo moja sis ją pożyczyła i czyta.

I "Urodziny biedronki" dla Najmłodszej oraz "Zmyślone historie" dla Starszomłodszej


6. Co czytałaś/-eś ostatnio?

Ostatnio po raz enty przeczytałam "Herbstmilch" Anny Wimschneider i "Księgę Małgorzaty"
Judith Merkle Riley, a jeszcze przedtem trzyczęściową sagę o Matyldzie i jej Zawrociu Hanny Kowalewskiej oraz "Mondscheintarif" Ildikó von Kuerthy. Dużo czytam po niemiecku - z racji wykształcenia i zamiłowania jestem germanistką, i dzięki temu trenuję warsztat:-)))

7. Co czytasz aktualnie?

"Noc świętego Bartłomieja" Lorenzo de Medici

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

Nigdy nie zaginam oślich rogów, a zakładki mam dwie ukochane - "Dziewczynki" zrobione przez moją Starszomłodszą, gdy miała niecałe 4 lata. Sama wycięła i posklejała wszystkie elementy "dziewczynek" - uwielbiam je i niebawem wkleję je do mojego bloga. (muszę najpierw zrobić zdjęcia)

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?

Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Dlaczego? Bo czytanie nie jest moją jedyną pasją, kocham też np. szydełkowanie, szycie, wyszywanie. No i nie ukrywam - codziennie mam też stosy ubrań do prasowania, więc żeby nie stać i tylko machać żelazkiem z lewa na prawo - słucham kaset. Jestem zdecydowanie "za"

10. Co sądzisz o ebookach?

A tutaj moje zdecydowane "nie" - praca z komputerem bardzo męczy moje oczy, więc nie czytam ebooków. Poza tym uważam, że z komputerem trzeba postępować tak jak z telewizorem - włączać tylko wtedy, gdy go potrzebujemy. A nic nie zastąpi kontaktu z prawdziwą książką - szelestu i specyficznego zapachu kartek.

Do zabawy zapraszam jolcię_78 (dopisuję to własnoklawiaturowo 02.12, bo wcześniej nie zaprosiłam nikogo do kontynuowania zabawy)

Proszę o udzielenie odpowiedzi na pytania na swoim blogu i zaproszenie kolejnych osób :) - jedna osoba moża zaprosić do zabawy 2 osoby.

wtorek, 21 października 2008

W mojej spiżarni każdy znajdzie zimową porą coś pysznego dla siebie - kompoty, ogórki kiszone i "warszawskie", buraczki, fasolkę szparagową, grzybki w occie, dżemy i usmażone w tym roku po raz pierwszy powidła śliwkowe oraz jeszcze parę innych smakołyków. Wszystko pycha!!! Palce lizać!!! Tylko zajadać się.

sobota, 18 października 2008

Ja sama jestem strasznie roztargniona. Zdarza mi się schować do lodówki cukierniczkę albo co gorsza - moją komórkę, zdarza mi się, że klucze są w torebce, a ja ją przeszukuję i ich nie znajduję. Potrafię błyskawicznie wrócić "z miasta", bo nie jestem pewna, czy wyłączyłam żelazko albo zgasiłam płomień pod garnkiem z obiadem. Zdarza mi się milion innych rzeczy, które innym się nie zdarzają, bo - nie wiem - może są lepiej zorganizowani albo skupieni na tym, co robią...

Dlatego nie bardzo przeraziłam się słysząc pytanie mojej Najstarszej :

- Mamo, czy biblioteka szkolna jest czynna w sobotę?

- Wydaje mi się, że nie. Ale dlaczego pytasz?

- Bo włożyłam do książki bilet i tę książkę oddałam właśnie wczoraj do szkolnej.

Na to ja, chcąc wykazać się niesamowitym spokojem i niespotykanym wręcz luzem: - Nie przeeeejmuj sięęę! Odbierzesz go sobie w poniedziałek.

- Tak! W poniedziałek, a koncert jest dzisiaj!

W tym momencie stało się dla mnie jasne, że to nie miesięczny stanowi problem. No tak, właśnie mi to wyraźnie powiedziała. Najstarsza wybierała się dziś wieczorem na koncert Dżemu. Bilet kupiła miesiąc temu, "bo później może nie być"... No, i tego właśnie biletu nie było!

Następna godzina upłynęła jej na obdzwonieniu połowy klasy i próbie ustalenia nazwiska pani bibliotekarki. Niestety! Następna godzina i druga połowa klasy i wreszcie sukces: wie, jak się nazywa ta pani. W biurze numerów podano jej dwa numery na takie nazwisko. Zadzwoniła, a jakże! Najpierw jeszcze moje wskazówki, żeby przeprosiła, że w sobotę, że zawracanie głowy itd. Okazało się jednak, że żadna  z obu pań nie pracuje w szkolnej bibliotece gimnazjum, do którego uczęszcza Najstarsza. Żal mi się jej zrobiło, bo tak się cieszyła, tyle godzin spędziła na słuchaniu piosenek, a tu - masz ci los. Złośliwość rzeczy martwych czy roztrzepanie żywych? Żeby nie miała czasu na umartwianie ciała i duszy, zagoniłam ją do roboty. Idź, pranie rozwieś w ogrodzie, ja w tym czasie podłogę wytrę, a jak wrócisz, to razem bierzemy się za leniwe (pierogi oczywiście).

Dobrze, że K. nie ma na miejscu. Nasłuchałoby się biedne dziewczę - idę o zakład, że na pewno padłoby stwierdzenie: kto się torbą urodził, ten walizką nie umrze.

W czasie, gdy ja wyrabiałam ciasto, Najstarsza poszła jeszcze odkurzyć podłogę w ich pokoju; było chyba około 14.00. I gdy nagle przybiegła  do mnie z głośnym piskiem, całując jakiś papierek, wiedziałam, że bilet się odnalazł. - Znalazłam go pod łóżkiem Starszomłodszej.Jakie szczęście, Mamuś, że to ja odkurzałam, bo ona albo by w ogóle nie wjechała odkurzaczem pod łóżko, albo już by był wciągnięty do środka. Dobrze, że się wzięłam za to sprzątanie. - Tak więc, wszystko dobrze się skończyło i w chwili, gdy to piszę, Najstarsza pewnie tańczy i śpiewa, słowem - bawi się dobrze.

Gdy ją zawoziłam do przyjaciółki, śmiałyśmy się do łez, że to bardzo dobrze, że się nie dodzwoniła do pani z biblioteki. Bo wtedy - a na pewno by się zgodziła - przyszłaby do szkoły, i pan woźny musiałby też przyjść, bo przecież nauczyciele nie mają kluczy od drzwi wejściowych, i przeszukiwałyby książka po książce... a poszukiwany leżałby sobie pod łóżkiem w sypialni dziewczynek.

I jak znam życie, gdyby bilet się nie znalazł dziś, to Najstarsza i tak przekopałaby się w poniedziałek przez zbiory biblioteczne, żeby ten nieszczęsny bilet jednak znaleźć. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby tkwił on w przepastnym brzuchu naszego MONDO...

piątek, 17 października 2008

 

Poszłabym na jakiś spacer, ale zimno i wieje strasznie. Zresztą byłyśmy dziś przed południem z Najmłodszą na targu i przemarzłyśmy na kość. Po obiedzie, po popołudniowej drzemce Najmłodszej zaparzę w imbryczku herbatę śmietankowo - karmelową albo waniliową i ... położę się na sofie i ... poczytam... albo zrobię kilka rzędów mojej "nicianej" firanki, albo uszyję coś na maszynie, albo ....

A co? Pomarzyć nie wolno? Z tego wszystkiego, co wymieniłam, najbardziej rzeczywiste jest zaparzenie sobie herbaty. Reszta innym razem...

wtorek, 14 października 2008

Nie miałam jeszcze okazji osobiście zajrzeć na strony nowego pisma, a już na kilku blogach naczytałam się opinii wszelakich o nim i o treściach w nim zawartych. I jak to z opinaimi zwykle bywa - niektóre są na "tak", inne na "nie". Jednej z blogowiczek nie podoba się grono osób zaproszonych do współpracy (m. in. Joanna Chmielewska czy Katarzyna Grochola), inną fakt ten po prostu zachwyca. Jak na razie żadna z tych opinii mnie nie przekonuje, i jak już ktoś kiedyś powiedział "de gustibus non disputandum" - spierać się z nikim nie będę, ale że nie lubię nie mieć własnego zdania, więc niebawem na pewno po "Bluszcz" sięgnę i sama wydam o nim opinię. Jak dla mnie może to być jakaś alternatywa (mam taką nadzieję), bo do tej pory żadne kobiece pismo nie rzuciło mnie na kolana. Kiedyś namiętnie czytałam "Twój Styl" albo "Panią", ale nie wiem czy gust mi się zmienił, czy co - faktem jest, że bardzo niewiele w tych pismach znajduję do czytania dla siebie.

Ale zanim znajomość z "Bluszczem" zostanie dokonana - K O N K U R S    L I T E R A C K I !!!!

„Podróże nieduże” to nasze podróże codzienne – do pracy, szkoły, sklepu i z powrotem. To trasy, które wydeptujemy, nie zwracając na nie szczególnej uwagi. Podróże te mają jednak swój urok, może lekko przykurzony, ale na pewno niekłamany. Często są jedynymi chwilami w ciągu dnia na zastanowienie się nad tym, kto i co nas otacza. Możemy obserwować ludzi – na ulicy, w autobusie, tramwaju, metrze. W każdym razie, to czas dla nas, z konieczności wyjęty z całodziennego zabiegania, bo nic nie zrobimy, stojąc w korku, nie przyśpieszymy autobusu. Nie zawsze jednak możemy się w pełni cieszyć spokojną podróżą, bo dziecko marudzi, jesteśmy spóźnieni, ktoś zadzwonił w ostatniej chwili. Nasze codzienne drogi są tak różne jak każdy z nas. Warto je obserwować uważniej i zapisywać. Warto tworzyć prywatną antropologię codzienności. 

Miesięcznik „Bluszcz”, we współpracy z blog.onet.pl., ogłasza konkurs na najciekawszą relację z „podróży niedużej” w formie blogowego postu. Wybrane utwory będą publikowane na łamach „Bluszcza”, a na autorów czekają nagrody. Spróbujcie swoich sił w pisaniu internetowego dziennika.

Więcej informacji oraz regulamin konkursu tutaj

Zakładki:
Obecnie czytam... coś o wiele lepszego niż moja wyzwaniowa "Trędowata"...
Niedoczytane, odłożone "na zaś kiedyś może..."
Książki przeczytane w 2008
Książki przeczytane w 2009
Ich lese bei...
Kontakt
Podczytuję...
Podpatruję...
Te blogi też lubię...
Tu łykam ślinkę...
Dekoratorskie...
Szablon mojego bloga
Tłumacząc zaglądam do...
Ulubione księgarnie
Ulubione sklepy
Wydawnictwa
Wyzwanie czytelnicze
Zaglądam do...
darmowe liczniki