na pchlim targu można znaleźć wszystko - tak jak u mnie. Będzie więc o dzieciach, książkach, patchworkach, wieńcach adwentowych i szydełkowych firankach i serwetkach
Blog > Komentarze do wpisu

Niedzielny piknik

Piknik o poranku w ostatnią niedzielę października? Tak, to możliwe - u nas to spotkanie w łóżku z książkami przy porannej kawce, herbatce i butelce mleka - co tam akurat każdy lubi. W piżamach, z potarganymi włosami, bez pośpiechu, w cieplutkich pieleszach. Zaczęliśmy piknikować w 2000 albo 2001 r. i tak to już się ciągnie. Ładny szmat czasu, ale dla mnie to dowód, że warto wprowadzać dobre zwyczaje w rodzinie. 

Udział w pikniku bierze cała rodzina i każdy sobie coś tam czyta, a gdy trafi się na coś ciekawego - znalazca odczytuje to na głos. Z mojego czytania już dawno nici, bo dzieciaki znoszą do łóżka stosty swoich ulubionych tomisk i na dobrą sprawę cały czas czytają, "co akurat znalazły". Najstarsza czasami się wyłamuje, ale wtedy najczęsiej czyta coś swojego u siebie. Albo odsypia nocne, sobotnie buszowanie w sieci.

Dzisiaj Starszomłodsza wygrzebała ze swojej biblioteczki Marcina Brykczyńskiego "Ni pies, ni wydra czyli o wyrażeniach, które pokazują nasz język"

Ta książeczka od wielu już lat towarzyszy nam w coniedzielnym, rodzinnym piknikowaniu. Można się nieźle pośmiać, bo jej autor to "mistrz pióra" i znawca naszej jakże giętkiej, i jakże pięknej i bogatej mowy polskiej. Każdego, kto choć trochę jest świadomym języka polskiego, zachwyci językowy kunszt, błyskotliwy humor i inteligencja Brykczyńskiego. I można tutaj żywić nieśmiałą nadzieję, że co nieco z tego uszczkną nasze pociechy, gdy się zapoznają ze wspaniałą zawartością niniejszej książki. Dla mnie zawsze ogromne znaczenie miało i ma, jak moje dzieci mówią. Język polski jest jak studnia bez dna i można z niej czerpać garściami, bezkarnie, bez strachu, że za dużo wzięliśmy - z tego nikt nas nie rozliczy, ale podziwiać sposób wysławiania się będą kiedyś wszyscy (można przecież wyrobić sobie swój własny styl, mówiąc inaczej, niż rówieśnicy - po polsku właśnie, a nie slangiem)

Przedmowę do naszego wydania (bo w 2005 wydano ją ponownie

  napisał prof. Jan Miodek, a dla mnie jest on gwarantem, że książka będzie naprawdę nadawała się pod względem językowym dla naszych pociech.

Nie wiem, jak inni, ale ja muszę "posmakować" kilku fragmentów książki, zanim się do niej przekonam. Recenzje są zawsze subiektywne i przedstawiają opinie innych, a te nie zawsze mnie przekonują. Tak więc, proszę Państwa, czy mogę przedstawić? Marcin Brykczyński

Nie tędy droga

Niespodziewanie, drogą radiową,

Nadano dzisiaj wiadomość nową,

Że pewna krowa, rodem spod Łodzi,

Wciąż na złą drogę niestety schodzi.

Tu swoją drogą zapytać warto,

Kto widział krowę aż tak upartą,

Że choć w pół drogi jest od pastwiska,

To jednak kusi ją droga śliska.

"Nie tędy droga!" powtarzam krowie,

"Tą drogą tylko marnujesz zdrowie!"

A krowa na to, nie znając trwogi:

"Idź własną drogą, szerokiej drogi!"                         

Końskie zdrowie

Raz, podobno koło Błonia,

Tak powiedział koń do konia:"

Stary koniu, niech się dowiem,

Czy masz jeszcze końskie zdrowie?

Możesz przyznać się w tym gronie,

Znamy się jak łyse konie,

I nie zdarza się na błoniach,

By koń konia zrobił w konia".

"Jestem zdrów jak koń, mój koniu!"

Rzekł pytany i się skłonił,

Zapewniając w krótkich słowach:

"Mogę wciąż jak koń harować!

Konia z rzędem temu daję,

Kto ode mnie wcześniej wstaje

I zapewniam Cię na stronie,

Że kraść możesz ze mną konie!"

Przy każdym wierszyku zamieszczony jest słowniczek, wyjaśniający znaczenie   użytych idiomów (np. swoją drogą - mimo wszystko). Całość  została pięknie zilustrowana przez Małgorzatę Bieńkowską, Zbigniewa Kołaczka, Joannę Sedlaczek i Roberta Macieja. Ich obrazki są wspaniałą wizualizacją dla maluchów i pomogą ugruntować poznane zwroty.

Warto sięgnąć po tę pozycję, bo - jak mawiał mój matematyk, pan P. - "czym skorupka za młodu nasiąknie... tego Jan nie będzie umiał" . Jeśli my sami nie zadbamy teraz o nasze największe skarby, jeśli nie poświęcimy im naszego czasu - to naprawdę skutki tego za kilka lat będą opłakane. Ta książka to jeden z wielu pomocnych środków w nierównej walce z telewizją, internetem i "bandą" rówieśników na parkowej ławce - kiedyś to oni mogą mieć większy wpływ na nasze dzieci niż my...  A potrzeba tylko i wyłącznie czasu, czasu i jeszcze raz czasu oraz trochę dobrych chęci, odrobinę świadomego i roztropnego wyboru i szyptę fantazji i humoru. Tego nasze pociechy nigdy nam nie zapomną

niedziela, 26 października 2008, katja126

Polecane wpisy

  • Zwierzęta i ich dzieci - rodzinna anegdotka

    Szyję, szyję i nie mam czasu na nic normalnego, czyli np. na czytanie. Ale po dzisiejszych zakupach wróciłam z księgarni z tą oto książeczką dla Najmłodszej -z

  • Z Kulmowej się nie wyrasta... cz.2

    Musiałam zrobić drugi wpis na temat wierszy pani Kulmowej, bo w poprzednim nie wszystko się zmieściło (nawet nie wiedziałam, że wpis może mieć jakąś ograniczoną

  • Z Kulmowej się nie wyrasta... cz.1

    ... i ja jestem tego żywym dowodem. To taka miłość na całe życie. I od pierwszego wejrzenia. Byłyśmy w zeszłym tygodniu ze Straszomłodszą w bibliotece i w ręce

Komentarze
be.el
2008/10/27 22:01:11
OOOO! To Wy to macie???? Tyle sie naczytałam o tej książce- chyba sobie choć na chwilę pożyczymy:)))
-
2008/10/27 22:53:56
Oooo! To Ty jej nie widziałaś w naszej biblioteczce? Słabo przeglądałaś nasze zasoby książkowe. I jak najbardziej zapraszamy do "rodzinnego" wypożyczenia:-)))
-
be.el
2008/10/28 07:10:59
Skorzystamy skorzystamy!!! My możemy Wam użyczyć Tuwima na płycie-
darmowe liczniki